czwartek, 12 czerwca 2014

6.

Ostatnio rozmawiam ze swoją intuicją. Toczymy długie, nocne dyskusje (bo tylko wtedy jest w miarę chłodno) i zastanawiamy się razem, w którą stronę chcemy iść.

Właściwie nie mam całościowego obrazu tego, co chcę w najbliższym czasie robić. Nie mam planu, nie mam terminarza. Mam tylko kalendarz, ale jest prawie niewypełniony i kończy się wraz z tym rokiem.

Wiem za to, dzięki intuicji właśnie, że w jednej rzeczy chcę uczestniczyć, a w innej już nie. Nie zawsze wiem, dlaczego. I nie lubię, gdy ktoś domaga się ode mnie odpowiedzi. Bo często jej nie znam. Znam za to całkiem dobrze siebie i ten mały, cichy, ukochany przeze mnie głos, który mówi, że czas się pożegnać i przywitać coś nowego.

Wczoraj poczułam smutek. Ale byłam go świadoma, zaakceptowałam go. Po raz pierwszy od dłuższego czasu płakałam. I dobrze, cieszę się z tego.

A potem otrzymałam pomoc i właściwie już zapomniałam o tym, że było mi smutno. Aktualnie trawię. Trawię swoją decyzję, ale wiem, że jest słuszna.

Tyle jeszcze rzeczy chcę zobaczyć i tylu jeszcze spróbować. Tyle chcę robić i tyle zmienić. Nie wiem, czy starczy mi na to czasu. I na początku wydawało mi się, że całe moje działanie jest niepoukładane, że robię za dużo rzeczy na raz i że właściwie jest to działanie bezcelowe.

Teraz, gdy mogę przyjrzeć się pewnym rzeczom z dystansu widzę, że tak właśnie miało być. I to, jak jest teraz, też ma jakiś swój cel. Jaki? Nie wiem. Ale nie mogę domagać się, by cel ten się ujawnił. Czuję to podskórnie, gdzieś w okolicy kości. Zresztą, gdyby cel ten się ujawnił teraz prawdopodobnie przestraszyłabym się go i uznała, że nie podołam. Widocznie nie jestem jeszcze na tyle odporna, widocznie nie mam jeszcze tylu środków i doświadczenia, by go poznać.

Ale znowuż, dobrze wiem, kiedy chcę coś robić, a kiedy nie chcę. Czasem nie wiem tylko, dlaczego. Czy to złe? Nie. Nie wszystko musi być nazwane, nie wszystko musi być ubrane w słowa. Bo co z tego, że to moje słowa, skoro ktoś inny zrozumie je inaczej? Słowa zubażają znaczenie, jesteśmy uwięzieni w naszych wyobrażeniach o słowach, w naszych słownych konotacjach i słownym pojmowaniu rzeczywistości. Niby oczywista oczywistość. Ale uświadamiam ją sobie dopiero, gdy przyjdzie mi się z nią skonfrontować.

To bolesne konfrontacje. Ale bardzo przydatne. I uczące bardziej, niż konfrontacje niebolesne i przyjemne.

Elämä etenee, jak mawiają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz