Dziś przez głowę przewinęło mi się sto pięćdziesiąt myśli.
Wiem, dlaczego tak się stało. Wiem, dlaczego mój organizm zareagował tak, a nie inaczej. Więc wiem też, jak mu pomóc. I pomogłam. Bardzo dobrze znam swoje ciało. Lubię z niego odczytywać to, co nastąpi.
A zatem nastąpi szał. Już niedługo. Wypowiedziałam pewne życzenie, rzuciłam je w kierunku kosmosu, ale, niestety, ciągle o nim pamiętam. Pewnie się nie spełni. Bo i też za bardzo tego chcę.
Spełniają się te, o których zapomniałam. Spełniają się te, które wypowiadam z nieśmiałym uśmiechem na ustach i te, które wypowiadam już z większym. Śmieję się z nich do granic niemożliwości. A potem nadchodzą, a ja nie wiem, czy to świat żartuje ze mnie, czy to ja ciągle naginam sobie wszechświat.
Wiem, że to wszystko nie dzieje się bez powodu. Jestem wdzięczna. Po całym dniu kontemplacji i czytania śmieszno-nieśmiesznej książki - jestem naprawdę pełna wdzięczności. Do świata. Do ludzi. Do tego, jak wszystko się zmieniło. To cud. Cud, że się przebudziłam. Bez wiedzy o tym, że się przebudzam.
Teraz przebudzam się ze świadomością tego, co się dzieje. To jeszcze cudowniejsze, bo bardziej doceniam.
Ciągle brakuje mi tylko docenienia w tym wszystkim siebie. Może nie wierzę, że to wszystko zrobiłam ja. Wszystkiego tego dokonałam, czy to rękami innych, czy swoimi. Nie do końca wiem, czy to wszytko jest gdzieś zapisane. Bardzo łatwo w to uwierzyć. Ale czy warto tłumaczyć tym cokolwiek? Czy w ogóle warto tłumaczyć?
Może dla odmiany się pozachwycam. Znowu. Więc nie tak bardzo dla odmiany. Ale jednak... zachwyt jest tu wielce wskazany. Osiągnęłam tak wiele w tak krótkim czasie.
Dziś usłyszałam głos. To był czyjś głos, czyjeś słowa, nie mam omamów. Ale jednak poczułam, że TEN właśnie głos jest głosem z wewnątrz, głosem Wszechświata, głosem, który objawił mi prawdę.
Wszyscy ludzie, którzy mówią, coś przekazują. Na niektóre rzeczy w ogóle nie zwracam uwagi. To wstępne odrzucenie cudzych mądrości jest kluczowe. Ale dzieje się samo z siebie. Gdy słucham tego, co naprawdę jestem w stanie usłyszeć - wszystko się zmienia. Nic nigdy nie będzie już takie samo. Nawet teraz, gdy piszę te słowa. Patrzę co i raz przez okno, ale okno zmienia się z każdą sekundą. Chcę poczuć, że ja też się zmieniam. To, co mówią do mnie ludzie zmienia mnie najbardziej. Każde z nich, każda z osób, której słucham jest ważna.
Ale nie zawsze o tym pamiętam.
I to właśnie nowe zadanie dla mnie. Dawać przestrzeń. Słyszeć. Budować przed sobą mały placyk, na którym mogą spotkać się różne idee, różne opinie. A ja będę sobie patrzeć w spokoju na to, gdzie sobie znajdują miejsce i jak sobie żyją. Trochę własnym życiem, a później już moim, przynajmniej te wybrane.
Siedzę obok pachnącego drzewem sandałowym prania i myślę, że wszystko ma swój cel. Wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz